poniedziałek, 20 lutego 2012

"Rzeczpospolita" o SEO, czyli żenada i błedy merytoryczne

Ostatnio przeczytałem dość słaby merytorycznie tekst o SEO w opiniotwórczym dzienniku "Rzeczpospolita". Zawsze ceniłem tą gazetę, ale tym razem redaktor nie mający bladego pojęcia o SEO zrobił kilka wywiadów i już ma się za guru pozycjonowania. Czy tak powinno wyglądać dobre dziennikarstwo? A może sprzedaż papierowej "Rz" spada i tną koszty?

Tekst ukazał się w czwartkowym wydaniu "Rz" (16. 02. 2012 r. , wersja papierowa i e-wydanie) i nosi tytuł Kancelarie przebijają się do klientów w Internecie. Autorem tekstu jest Ireneusz Walencik. Zobaczmy, co ów redaktor pisze o seo.


Pytanie za sto punktów. Czy strony mogą być offline? Teoretycznie tak, np. na komputerze webmastera. I drugie pytanie, chyba retoryczne, czy strony offline można pozycjonować? Przypomina mi się pewien zabawny wątek na forum pio kilka lat wstecz, gdy pewien gość zapytał, czy można pozycjonować . . . nieistniejącą jeszcze stronę ;)

Riposta
SEO polega na działaniach promocyjnych strony w internecie oraz na optymalizacji. Jest oczywiste, że wyszukiwarki muszą mieć dostęp do strony, aby ją ocenić. A do strony offline wyszukiwarki nie mają dostępu, w związku z tym nie mogą jej "przeczytać".


Dalej Pan Walencik pisze, że owo coś co wyświetla wyniki wyszukiwania nazywa się przeglądarką. I najpopularniejsza przeglądarka nazywa się Google. Być może autor nie miał w szkole lekcji informatyki, ale przecież jest Wikipedia. Dziewczyny po Ekonomii które hobbystycznie używają internetu mają prawo się mylić w tej kwestii. Ale nie redaktor poważnej gazety, który pisze branżowy tekst.

Riposta
Według badań gemiusRanking PL, najpopularniejszą przeglądarką w Polsce jest Chrome 16. x. Przeglądarka o nazwie Google nie istnieje. Redaktora "RP" odsyłamy do Wikipedii do hasła Wyszukiwarka internetowa.

Kolejne zdanie.
"Są już firmy wyspecjalizowane w takiej usłudze. "

Riposta
Wyszukiwarka Google powstała w 1998 r. Już w kilka miesięcy po jej powstaniu powstały firmy zajmujące się polepszeniem widoczności stron w wyszukiwarce. Polacy polską wersją wyszukiwarki mogli się poszczycić już w 2002 r. W tym roku też na polskim rynku zaczęto oferować usługi pozycjonowania stron internetowych. Teraz jest 2012 r. więc słówko "już" jest wielce nie na miejscu. Chyba, że autorowi już się spieszyło i nie zdążył skończyć artykułu.

Kolejne zdanie.

"Zaczynająca dziś po pozycjonowanie kancelaria jest bardzo daleko za konkurencją"

Riposta
Czyżby mała literówka, czy może tekst był pisany na kolanie?
Kolejne zdanie.

Adwokat Marcin Radwan-Röhrenschef z Warszawy uważa natomiast korzystanie przez kancelarie prawne z pozycjonowania płatnego za naganne.

Coś w tym jest, uważam podobnie. Ale dlaczego autor nie pisze obiektywnie i nie rozwinął tego zdania?
Wygląda to jak tekst sponsorowany przez agencję MyWebsite i firmę Comperto PR.

Na koniec istna perełka. Pan Ireneusz Walencik powołuje się rzekomo na Wikipedię.


Riposta
Nie wiem z jakiej wersji Wikipedii Pan Walencik to ściągnął, ale na pewno nie z polskiej. To co opisał Pan Walencik jest nieprawdą i nie tak działa najpopularniejsza wyszukiwarka internetowa w Polsce, czyli Google. pl. Opisywany mechanizm nazywa się klikohit i nie jest już dawno wykorzystywany, gdyż łatwo było przy nim o nadużycia. Stosowała go m. in. WP. pl.

Podsumowanie
Mam nadzieję, że takie artykuły więcej na łamach "Rzeczpospolitej" się nie pojawią. Poziom artykułu można powiedzieć jest z gimnazjum, a wywodów gimnazjalistów wysłuchuję dziennie w autobusie i wcale nie muszę za to płacić 3,50 zł (koszt papierowego wydania "RP").

Link do oryginalnego artykułu w rp. pl
Kopia w PasteBin z 20 lutego 2012 r.


1 komentarzy:

Netma.pl pisze...

Rzeczpospolita usunęła artykuł:) Ciekawe czy dlaczego:)

Prześlij komentarz